Był ucieleśnieniem
polskości
Prof. Henryk Kiereś,
kierownik Katedry Filozofii Sztuki KUL
Jaki był wkład Ojca
Profesora Alberta Mieczysława Krąpca w kulturę
polską?
- Ojciec Krąpiec przede wszystkim przyczynił
się do odrodzenia kultury polskiej. Był zawsze
jej świadkiem i spadkobiercą, wdzięcznym za
to, że jest właśnie taka, a nie inna. Ponadto
dostrzegał, że kultura polska narodziła się w
łonie cywilizacji łacińskiej, a więc tej,
która zbudowała Europę. Można powiedzieć, że
kultura polska jest dziś ostatnią
depozytariuszką tej cywilizacji i resztki
kultury europejskiej, tej wysokiej,
klasycznej, jeszcze gdzieniegdzie żyją,
dominuje jednak kultura, którą niesie rynsztok
liberalizmu. Myślę, że Ojciec Krąpiec odsłonił
nowe perspektywy refleksji nad kulturą. To
jest jego oryginalny wkład do myśli świętego
Tomasza, można powiedzieć ponadpartykularny, a
więc dotyczący kultury ludzkiej jako kultury.
Kontynuując jego antropologię, określił ją
jako racjonalizację natury i wyróżnił w niej
cztery działy, takie jak: nauka, moralność,
sztuka i religia. Pokazał, że są one
dziedzinami aktywności ludzkiej i że kultura
to harmonijna współpraca tych wszystkich
porządków. Wskazał na to, że kultura
ostatecznie mieszka w człowieku, że jest ona
jakością bytu ludzkiego, sposobem istnienia
człowieka. I to jest wkład, który należy
podjąć i rozwijać, bo to jest nasza tradycja.
Jeśli od niej odejdziemy, to nic nam nie
pozostanie.
A Czym była polskość dla
Ojca Profesora?
- Odpowiem krótko: Ojciec Krąpiec był
polskością, można powiedzieć, że był jej
adekwatnym ucieleśnieniem, osobowym wzorem.
Sam określał mentalność polską jako
emocjonalną racjonalność. I myślę, że te dwa
wątki, na które wskazał, jakoś
charakteryzowały jego osobowość. Osobowość
niezwykle bogatą, już nie tylko renesansową,
ale wyrastającą poza to określenie renesansowe
jako omnibusa. Pochodził z Kresów, dużo
widział w życiu, dużo doświadczył - przeżył
przecież szmat czasu - i właśnie z tej
perspektywy potrafił docenić, czym jest ta
polskość tak dzisiaj pogardzana.
enie czegoś wyjątkowego, co
się zdarza bardzo niewielu ludziom -
mianowicie szkoły naukowej. Ojciec Krąpiec był
autentycznym przywódcą Lubelskiej Szkoły
Filozoficznej, w której były też takie
nazwiska, jak Stanisław Kamiński, Antoni
Stępień i wielu innych. Byli blisko ze sobą z
Ojcem Świętym Janem Pawłem II: łączyły ich
zainteresowania, pasje naukowe, poznawcze,
przyjaźnili się - to jakby kolejny element tej
sylwetki. I jeszcze coś chcę koniecznie
powiedzieć, mianowicie od czasów pełnienia
przez Ojca Krąpca funkcji rektora uniwersytetu
rozpoczęła się jego rozbudowa. Pamiętam, że
uniwersytet właściwie się rozsypywał - to są
przecież stare gmachy podominikańskie. (To też
jest symboliczne: KUL mieści się w dawnym
klasztorze dominikańskim). Otóż Ojciec Krąpiec
i Stefan Sawicki rozpoczęli odbudowę i
rozbudowę uniwersytetu, który - warto to
podkreślić - z 1500 studentów (kiedy ja
zacząłem studia w 1964 r.) zwiększył ich
liczbę do ponad 20 tysięcy. On właściwie
tchnął nowego ducha i nowe życie w ten
zamierający uniwersytet. Od jego czasów
zaczęły się te niełatwe, ale dynamiczne i
piękne dni KUL, rozrost ilościowy i jakościowy
na wszystkich polach, a także terytorialny, bo
przecież mamy i poza Lublinem swoje wydziały
zamiejscowe. Nie do przecenienia są więc
zasługi Ojca Krąpca dla naszego uniwersytetu.
Czyli można powiedzieć,
że słowa "Bóg, Honor, Ojczyzna" w nauczaniu,
pracy naukowej i postawie życia Ojca Krąpca
stanowiły wyraźny drogowskaz?
- Tak, bez wątpienia. To było jego credo i to
credo realizował z ogromną pasją. Był przy tym
człowiekiem w całej rozciągłości - od bardzo
poważnych debat i dysput do humoru, takiego
ciepłego, serdecznego, który pokazuje to jego
drugie oblicze.
Jak Pan Profesor wspomina swego
nauczyciela?
- Cóż może powiedzieć uczeń po stracie
mistrza, a w takiej sytuacji jesteśmy wszyscy,
bo wszyscy profesorowie filozofii na
Katolickim Uniwersytecie Lubelskim - i nie
tylko - są dłużnikami Ojca Krąpca. Są jego
uczniami bezpośrednimi czy pośrednimi, ale
przede wszystkim wielkimi dłużnikami. Cóż więc
może powiedzieć uczeń po stracie mistrza?
Podjąć jego dzieło i jakoś na miarę własnych
skromnych możliwości dzieło to jeśli nie
rozwijać, to przynajmniej zachować. Strata
osoby jest zawsze bolesna, ale trzeba pamiętać
o tym, że Ojciec żył dla swojej pracy, żył dla
filozofii, żył dla kultury polskiej i wskazał,
że jest to cel naszego życia.
Niezmiernie wymowny jest także fakt, że
znaleziono go przy biurku, a więc do końca
poświęcał się pracy...
- Tak, do końca pracował, do końca był sobą.
Dziękuję za rozmowę.
Piotr Czartoryski-Sziler
|